Oświetlenie wózka bocznego
Na oświetlenie wozu skłądają się dwie dwuczęściowe lampy. Przednia - pozycja i migacz, Tylna - pozycja ze światłem stop i migacz.
Jak wspominałem pisząc o
migaczach motocykla dnieprowskie wyposażenie oświetleniowe nie grzeszy przepychem w stylistyce. Trzeba przyznać, że jeśli w przypadku kierunkowskazów da się jeszcze przymknąć oko i zaakceptować ich wygląd to w przypadku lampek kosza i tylnej lampie motocykla (o której później) jest rzeźnia... Niczym nie da się usprawiedliwić ich wyglądu :) Głównym ich problemem jest to, że odstają od błotnika przypominając powyginane i pocięte puszki po konserwach złapane do błotnika na kilka śrub.
Poza wspomnianą wcześniej formą ich problemem jest to, że zbiera się pod nimi syf.
Rozkręcenie lampek na czynniki pierwsze odsłania problem z odbłyśnikami. Pozostała po nich kupka rdzy. Uszczelki oczywiście sparciałe i podarte, więc nie mogło być inaczej.
Wsporniki lamp zostały wypiaskowane i tymczasowo dla zabezpieczenia pryśnięte cynkiem w szpreju. Musiałem je podoginać do błotnika. Zauważyłem, że przednia lampka ma odchył na zewnątrz. Porzuciłem jednak pomysł by łatać błotnik i dziurawić 3 mm dalej.
Nowo zakupione lampy okazały się być kolejnym "trafionym" zakupem na Allegro. Po rozpakowaniu paczki okazało się, że w jednej z lamp coś grzechocze. Rozkręciłem ją i wyjąłem jakiś kamyk. Odkręcając środkową śrubę zauważyłem, że lampa jest mocno porysowana. Jakby ktoś wkręcał śrubę nożem do masła. Wnerwiłem się, ale pomyślałem - trudno pewnie w transporcie się uszkodziła. Złapałem za drugą i dalej ją rozkęcać w poszukiwaniu niespodzianek... I znalazłem... Okazało się, że druga lampa jest ukruszona. Ktoś za mocno dokręcił środkową śrubę. I tutaj już się wkurwiłem, bo kawałków plastiku nie było w lampie - czyli ktoś je wyjął i potem poskładał lampę jak gdyby nigdy nic. Dzwonię do sprzedawcy wyjaśnić temat. W zasadzie to bardziej się pożalić i dowiedzieć jakie są możliwości rozwiązania problemu niż objechać jak burą sukę. Ku mojemu zdziwieniu to ja zostałem opierdolony i oskarżony o zniszczenie przedmiotu. Kolo po drugiej stronie słuchawki - z gadki - impertynent i bazarowy naciągacz aż piszczy. Wpiera mi, że osobiście pakował i wszystko było ok. Zwrotu nie przyjmie - bo nie. No historia taka, że krew się w żyłach ścina. W momencie gdy sięgnąłem po ostateczny argument - nagatywny komentarz to zmiękł i mówi do mnie "niech Pan odeśle to zobaczę"... Zagotowałem się i skończyłem dyskusję. Zrobiłem szybki rachunek ile te lampy będą mnie kosztowały i jakie jest prawdopodobieństwo, że dogadam się z typem. Uznałem jednak, że szkoda zachodu. Nie będę odsyłał. Nie chcę mieć z gościem do czynienia. Mam alergię na tanich naciągaczy. Wolę wymienić sobie te klosze za jakiś czas na bazarze niż zamienić choć jedno słowo z tym gościem. Wystawiłem mu komentarz neutralny odpowiedniej treści to mi odpowiedział... Negatywem. Potwierdzając jednocześnie, że nie myliłem się co do niego ani przez chwilę. Uniosę się ponad jego obelgi i powstrzymam dziką chęć podzielenia się z Wami jego nazwą użytkownika :) Powiem jeszcze, że gdy kupowałem u Zawczasti to takich problemów nigdy nie miałem.
R.