
Trafiłem! Honda Elite 150 DeLuxe z 1986! Absolutny odjazd! Dizajn jak z Powrotu do przyszłości III, japońskie wzornictwo z lat 80-tych połączone z tamtejszą technologią i dokładnością produkcji to strzał w dychę. Pojemność mała, silnik już chłodzony cieczą, ale hamulce wciąż bębnowe :/ Nic to, zakochałem się w tym modelu. Seria Elite to 80, 125, 150 i 250 ccm, jednakże w takiej „budzie” wychodziła tylko 150 ccm, a na Europę rzucili gnojki model Spacy 125 ccm, który wyglądał dokładnie jak Elite DeLuxe 150 znany z USA i JP. Stopięćdziesiątkę znalazłem w Polsce jedną i do tego z wadą prawną… Jakoś tak... Za Krakowem. Kosztowała grosze, ale była w stanie agonalnym. Sprawdziłem dostępność części i odpuściłem temat. Plastiki - tylko używki i większość z USA, części mechaniczne są, ale mało ze względu na małą popularność modelu. Kiedyś musiał sporo kosztować. Dobra, nie poddałem się i szukam dalej. Znalazłem model Spacy 125 – dwa razy droższy, ale w nieco lepszym stanie. Po pertraktacjach cenowych, wypytywaniu sprzedawcy – handlarza – o stan i ewentualne niespodzianki – ten model również odpuściłem… Pan nie umiał sprzedawać, a mnie się nie chciało gnać pod Częstochowę, żeby samemu przekonać się do zakupu.
R.
Najczęściej widywanym modelem – nie chińskim – była Honda Cub. Po powrocie zacząłem poszukiwania… Cub niestety jako 50’tka była również mała (mam na myśli wersję odświeżoną produkowaną obecnie) i za mała dla mnie. Należałoby również zaznaczyć, że jest niedostępna w Polsce i prawie niedostępna w Europie. Zawsze miałem sentyment do marki Honda, głównie przez Historię Soichiro Hondy, jego życiorys i wartości jakimi kierował się prowadząc biznes. Produkty Hondy przykuły moje oko swoim designem i szperałem dalej w historii jej serii produkcyjnych.
R.
Spędzając wakacje niedaleko plaż gdzie kręcili reklamę Bounty miałem okazję poprzyglądać się jeżdżącym na skuterach. No niby pogarda wzbiera na widok jazdy w klapkach i bez kasku… Z drugiej jednak strony – jazda w klapkach i bez kasku :) Nie potrzebują skórzanych kurtek, żółwi na plecach, pełnych kasków, ciężkich buciorów i tego wszystkiego bez czego zwykłem na motocykl nie wsiadać (pomijając Czerwonego). Goście na skuterach 50’tkach popierniczali omijając zatory na drodze, kramy z owocami, autobusy z turyszczakami i błyskawicznie znikali z pola widzenia. Niektórzy mimo załadowanych towarami skrzynek czy wiader robiących za boczne sakwy przeciskali się za nic mając - nie wiem co bardziej: przepisy ruchu drogowego czy życie.
R.
Do dużego Burgmana 650 już się przymierzałem. Zniechęcony ceną przymierzałem się do Burgmana 400. Zniechęcony stosunkiem jakość/cena przyglądałem się Burgmanowi 125. Zniechęcony Burgmanami olałem skutery. Poczekam – kupię prawdziwy motocykl! O!
R.
Po przygodach z radziecką myślą techniczną odparowałem z głowy pomysły typu Tuła, przepiękna Jawka Pancerka, czy nawet Gazela na której siedząc miałem wrażenie, że siedzę okrakiem na płocie. Z rarytasów - zdobycie i skompletowanie Jawy 501 trwałoby za długo, a zakup Peugeota z lat 60/70 nie wchodził w grę. Poza tym wszystkie te „skutery” są mało maxi, ciągle mają silniki chłodzone powietrzem i technicznie są nie z tej epoki. Hamulce bębnowe mogą odbić się czkawką w ruchu miejskim, gdzie czasem przy próbie ominięcia innych pojazdów trzeba liczyć się z hamowaniem awaryjnym, albo po prostu jakiś chuj Ci się wjebie z podporządkowanej.
R.
Skoro do miasta to małe, zwinne, szybkie i pakowne… Jak ST 1100 :) Szukałem dość długo w kraju i za jego granicami, ale nic sensownego w ramach „budżetu na fanaberie” nie mogłem znaleźć. Zarzuciłem więc pomysł do czasu ukończenia Czerwonego. Zdecydowałem jednak, że nie może to być nic dużego, a już na pewno nie Pan European :/ trochę z bólem serca, ale jednak. Wspominając koszty tzw. „bylepierdułki” odrzuciłem ten model definitywnie. Poza tym naczytałem się o podróżach motocyklowych na maszynach z silnikami do 400 ccm i zacząłem szukać czegoś w małym litrażu, ale żeby było odpowiednio stylowe. Z racji swojej wagi i wzrostu na co nie wsiadłem wyglądałem jak na rowerze :/ Jedyne na co pasowałem to maxi skuter…
R.
Mówili mi że tak będzie, ale nie sądziłem, że będzie mi to aż tak przeszkadzało… Jazda motocyklem z koszem to coś do czego można się przyzwyczaić – najpierw oczywiście nauczyć, a potem już tylko przyzwyczaić. Nie można natomiast przyzwyczaić się do tego, że nie śmigniesz między autami i nie wyskoczysz pierwszy na światłach zanim ci wszyscy zmuleni wracający do domów po robocie zdążą zauważyć zielone światło. Jazda po mieście motocyklem tak szerokim jak rus z wozem jest trudna dla motocyklisty i dla chłodzonego powietrzem silnika, w którym gary smarowane bryzgiem i mgłą olejową.
Jak pewnie wspominałem moja Honda Pan European ST 1100 jakiś czas temu opuściła moją stajnię ze względu na ogrom zniszczeń spowodowanych korozją – tak, Anglia. W związku z tym, że zrobiło mi się trochę miejsca w garażu ;) Zakupiłem „coś do miasta”...
R.
Jeździ. Cały poskładany cuzamen do kupy. Trzeba go tylko poumywać, napompować, zatankować i można oblatywać. Dzięki Szymonowi, który podregulował Czerwonego mam komfort odpalania za delikatnym kopsnięciem i delektowaniem się – jeszcze nie najniższymi, ale już miłymi dla ucha – obrotami. Trzebaby popróbować gdzieś się nim w końcu wybrać. Niech da się sprawdzić w trasie. Nastąpi to prawdopodobnie w sierpniu. Trasy planować nie będę, kierunek południe i zobaczymy czy dojadę chociaż do Gryfina ;)
R.
W końcu danejszła wiekopomna chwiła :) Poza drobnymi problemami jak: uszkodzony pancerz linki przyspieszacza zapłonu i zbyt ciasno pasowana zębatka dynama na zębatce wałka rozrządu, to pierwsza próba poszła całkiem nieźle.
R.
Wykopałem na dysku kilka filmów z pierwszej jazdy. Zrobiłem szybki montaż i wrzucam...
R.
Czuć już wiosnę w powietrzu. Już w weekendy słychać warczenie sprzętów na ulicach. Chyba czas podłączyć do końca to dynamo i zrobić inaugurację sezonu...
R.
Przez przypadek zerknąłem przed chwilą na statystyki odwiedzalności tej strony i ku mojemy zdziwieniu okazało się, że są wysokie. Wysokie na tyle żeby mnie zdziwić i do tego o wiele wyższe niż wtedy kiedy regularnie pisywałem... Czy to ma być dla mnie znak, że mam definitywnie zaprzestać grafomańskich wynurzeń i ograniczyć się do samych zdjęć? Może zwyczajnie założę konto na Instagramie? Czy jak mu tam...
R.



